w

Parler: w 2021 wolność słowa pada na trzy strzały

Trzy razy – tyle razy trzeba uderzyć w 2021, aby zabić wolność słowa. Ten wpis nie będzie dywagacją na temat treści, jakie były umieszczane na skrajnie prawicowym serwisie społecznościowym, jakim jest Parler. W tym wpisie chciałbym się skupić na tym, jak łatwo jest rozbroić dowolną cyfrową i masową usługę sieciową niezgodna z mainstreamem.

Zobrazować sytuację

Aby zrozumieć absurd tej sytuacji najpierw należy ją przełożyć na Polską rzeczywistość. 

Na wystąpieniu podczas miesięcznicy smoleńskiej Andrzej Duda zaczyna opowiadać o spiskach, odebranych szansach i elitach rządzących krajem z tylnego siedzenia. Nie zmieniło się nic, poza jednym: to jego ostatni tydzień, niedawno przegrał wybory. 

Tłum mocherów nie wytrzymuje napięcia i rusza na Sejm, który dziwnym trafem nie jest ogrodzony barierkami, a na kamerach nagrywany jest Sasin, jak otwiera boczne drzwi aby wpuścić tłum.

Nagranie z miesięcznicy jest kasowane przez YouTube. Facebook, YouTube i Twitter decydują się zablokować konto Andrzeja Dudy. Powodem jest nawoływanie do nienawiści i szerzenie fake newsów.

Andrzej Duda nie daje za wygraną. Stwierdza, że teraz będzie wspierał tylko polski produkt. Zakłada konto na wykopie.

48h później internet wrze. Wykop dostał ultimatum – albo usunie konto Andrzeja i #przegryw, albo Amazon odpina AWS, Google i Apple już trzymają palec na przycisku detonacji. 

Nawet w obecnych czasach nie potrafię sobie wyobrazić, jak wielki cyrk byłby w mediach o absurdalne ograniczanie wolności słowa. To byłby moment, w którym Ziobro już by jechał zbrojnie przejąć siedziby Google i Facebooka, a zdecydowana większość uznałaby, że szkalują Polaków. 

Usuwanie treści to fake news

Osoby publiczne, które pobierają wynagrodzenie od podatników, w ogóle nie powinni mieć możliwości kasowania treści z sieci społecznościowych. Zdecydowanie większym nadużyciem jest umożliwienie usuwania treści, niż ich pozostawienie. Generuje to po pierwsze później takie historie jak ten seryjny haker Soplica, który ostatnio atakuje polskich polityków. Po drugie – skąd mam mieć pewność, że to w ogóle miało miejsce? Jak mam zweryfikować, że jakiś polityk dopuścił się nawoływania do nienawiści? Jak ocenić kogoś, używając oskarżeń dużego kalibru, których nie jestem w stanie zweryfikować?

Brak możliwości wyrobienia sobie poprawnej opinii na tak ważny pogląd, jak zdrowie psychiczne głowy państwa i jej poglądy jest znacznie większą szkodą, niż ryzyko nawoływania do nienawiści paru ludzi niezdolnych myślenia na tyle mocno, że potrafiliby posłuchać w tej sprawie polityka.

Niezależność, tylko pozorna

Doprawdy zabawnymi są slogany Zuckerberga o misji łączenia ludzi. Na Facebooku można dostać bana za napisanie w komentarzu jednej literki. Niemniej bawi YouTube pokazujący obrazki z Syrii i mówiący „jak jest”, a Youtubrzy od roku robią fikołki, żeby nie powiedzieć „COVID” na wizji, bo będą ścięte zasięgi.

Nie mogę się dopatrzeć najmniejszej reakcji ze strony platform, kiedy julki życzą śmierci katolikom. Albo wtedy, gdy trzeba zweryfikować, czy szczepionki są robione z martwych płodów. Żadne fałszywe konto, które kiedykolwiek zgłosiłem, łącznie z takimi stalkującymi moich znajomych i robiącymi sobie prześmiewcze nazwiska – to wszystko w porządku jest, albo akurat nie ma komu tego sprawdzić, bo COVID.

Monopoliści technologiczni nie mają nic wspólnego z wolnym rynkiem. Pozornie konkurencyjne korporacje mają w zarządach tych samych ludzi, którzy dbają o przekaz medialny. To wypompowane przez kontrakty rządowe korporacje nie mające nic wspólnego z tym, czym były podczas rozwoju, lub teoretycznie nigdy.

Bawią mnie takie kaczki dziennikarskie wypuszczane co jakiś czas. Pamiętam jak zaraz na początku kadencji Trumpa była mini aferka o tym jak podpita Googlerka opowiadała, że w YouTube zrobią wszystko, aby Trump nie wygrał następnej kadencji. Teraz jest aferka, bo jednak ktoś tam przymykał na to oko. A prawda jest taka, że rządzi ten, kto aktualnie daje najwięcej na reklamy.

To etatyzm i korupcja w czystej postaci, a nie wolność słowa. Na polskim podwórku też mamy wiele takich przykładów.

Wolność? To zależy

To, czy coś jest obraźliwe, głównie zależy od czasów, mainstreamu i danej kultury. Coś, co w 2019 było zwykłym nazewnictwem branchy na Git, w 2020 już psuło narzędzia CI, bo było skrajnym rasizmem przypominającym o niewolnictwie. Coś, co we Włoszech nazwiesz czarnym kolorem, w Hiszpanii jest rasistowskie. Niestety coraz częściej wykorzystuje się pogląd, że wolność słowa jest do momentu, kiedy nie obrażasz drugiego człowieka, jako wytrych do przepuszczania kolejnych absurdów. To element, który został skrajnie wyolbrzymiony i defacto używany do walki z wolnością słowa.

Dopóki nie zmieni się myślenie ludzi i system wartości, to będziemy, jako cywiilizacja, dalej szli w kierunku w kierunku niewolnictwa, z którym rzekomo chcą walczyć organizacje lewicowe. Powoli będziemy tracić coraz więcej wolności na rzecz pozornego szacunku wobec drugiego człowieka. Dopóki brak wolności słowa nie będzie uważany za zbrodnię, a ludzie nie będą masowo usuwali kont za skasowane posty, to nic się nie zmieni.

Czy są jakieś szanse na to? Nie, pozostaje inna droga.

Wolność, prawdziwa

Żeby stworzyć platformę społecznościową, która będzie wolna od wpływów, trzeba liczyć się z tym, że nie można iść po kosztach. Większość platform ułatwiających stworzenie takiej społecznościówki to pójście na skróty i po kosztach. A to znacznie uzależnia Twoją platformę od rządowych wpływów.

Aby Twoja społecznościówka była odporna na tego typu ataki, musisz zapomnieć o usługach Google, Facebooka, Amazona, Akamai czy Cloudflare.

Tu nie ma drogi na skróty. Hosting musisz mieć zagraniczny, najlepiej taki, który nie respektuje DMCA i nakazów z zagranicy, tzw offshore. O App Store czy Google Play możesz zapomnieć. Znacznie trudniejszym, ale też znacznie bardziej finezyjnym rozwiązaniem jest Progressiwe Web App, czyli taka aplikacja, którą możesz „zainstalować” dodając do ekranu głównego z poziomu przeglądarki i z pominięciem dużych sklepów. Zapomnij też o popularnych dostawcach CDN i DNS, takim jak Akamai czy Cloudflare – oni również mogą i lubią blokować.

I przede wszystkim: pamiętaj cały czas, lub zapomnij o niej na zawsze – prywatność osobista. Dziesięc razy się zastanów, czy za wolność słowa jesteś w stanie przyjąć łatkę wielkiego mózgu kartelu narkotykowego, któremu grozi 800 lat więzienia. Zdecydowanie łatwiej jest być drugim Satoshi, niż drugiem Zuckerbergiem bez złamanego kręgosłupa.

Co myślisz?

Napisane przez adam

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie…

0